R11

W Nowym Roku życzę Wam wszystkiego co najlepsze, oby się darzyło i po spełniały się Wam marzenia 🙂
Równocześnie bardzo Was przepraszam, że musiałyście tyle czekać. Ale niestety moje życie osobiste ostatnio wywróciło się do góry nogami, jednak nie będę Was tym zanudzać. Postaram się pisać częściej, ale nie mogę nic obiecać. Liczę na Wasze wsparcie i wyrozumiałość. Tym czasem miłej lektury 🙂
Ja osobiście nie obrażę się za komentarz 😉

Ta nieobecność strasznie się przeciągała, zastanawiała się czemu nie dzwoni, brała pod uwagę wszystko, co myśli kobiety mogą podsunąć w takiej sytuacji, ale nie myślała nad najprostszym jak się okazało później rozwiązaniu. „No cóż, to tylko pokazuje, że jesteśmy z dwóch rożnych światów” – podszeptywała jej podświadomość.
– To prawda, nigdy nie zrozumiem co siedzi w głowie faceta – mruknęła pod nosem w pustą przestrzeń, wrzucając kolejne części garderoby do pralki. Kolejna sobota przed nią. Dzień zaczęła jak zwykle wypicia kubka gorącego, czarnego napoju, który nie działał na nią jak na innych, udała się na małe sprawunki, teraz włączyła urządzenie, jednak pomimo tego nie mogła znaleźć sobie miejsca. Postanowiła w końcu zabrać się za małe porządki. Pościerała kurze, ułożyła rzeczy na półkach oraz odkurzyła mieszkanie, była właśnie w kuchni i nastawiała czajnik, gdy zadzwonił domofon.
– Słucham – odparła do słuchawki, usłyszawszy głos po drugiej stronie nacisnęła przycisk. Poleciała szybko do łazienki, uczesała włosy, poprawiła ubranie, by po chwili stanąć przed drzwiami, zanim rozległ się dzwonek.
– Witaj – rzekł na przywitanie, przytulił blondynkę i delikatnie pociągnął nosem wdychając jej zapach. Brakowało mu go. Stęsknił się za nią.
– Cześć – mruknęła wyswobadzając się z jego uścisku – Napijesz się czegoś? – zapytała uprzejmie znikając w kuchni,gdy on zdejmował kurtkę i buty.
– Herbatę poproszę – odparł znajdując się przy niej. Zajęli się przygotowywaniem trunków.
Siadając w salonie  wziął głęboki oddech.
– Króliczku.. – zaczął powoli – Ja…- nie wiedział jak ma ubrać w słowa, to co chciał jej powiedzieć. – Chciałbym Ci wszystko wyjaśnić – wyrzucił z siebie na jednym oddechu przyglądając się jej reakcji. Nie wiedziała, nie sądziła, że pierwszy poruszy ten temat i będzie chciał opowiedzieć jej o wszystkim. W pierwszym odruchu przestraszyła się. Bała się, że będzie chciał zakończyć to co ich łączy, chociaż właściwie to sama nie wiedziała, co takiego ich łączy. Nigdy nie rozmawiali otwarcie na ten temat. Owszem powiedzieli sobie te dwa słowa, spędzali razem czas, wychodzi wspólnie na miasto, ale nie wiedziała jak ma to traktować, czy jest to jakiś związek, relacja, coś płytkiego, czy głębszego. Jednak, gdy spojrzała w jego oczy lęk, gdzieś się ulotnił. W granatowych tęczówkach zobaczyła miłość, oddanie i coś jeszcze, coś czego nie potrafiła nazwać po imieniu. Nikt wcześniej tak na nią nie patrzył nawet Mamoru.
– W takim razie słucham uważnie – zachęciła go do dalszych wyznań.
– Ja, nie wiem od czego zacząć – odparł zmieszany.
– Najlepiej od samego początku – uśmiechnęła się.
– Jak wiesz, byłem na Kinmoku – przytaknęła głową – Jednak nie wiesz, czemu tam byłem.
– Seiya..- zaczęła, a on kręcił głową, tak jakby chciał zgłosić sprzeciw – Pewnie widziałeś się z bliskimi – dodała pomimo jego protestów.
– To też, ale proszę nie snuj domysłów, tylko daj mi dokończyć – skinęła na znak zgody – Ja musiałem załatwić, pewną bardzo ważną sprawę. Ważną nie tylko dla mnie, ale i dla Nas – przyjrzał się jej reakcji – Jest coś, czego nigdy nikomu nie mówiłem, co prawda nie jest to tajemnica, ale bolesny dla mnie temat.
– Seiya, zaczynam się bać bać tej rozmowy – rzekła zgodnie z prawdą.
– Odango, ja … – nie wiedział jak wyznać to, co leżało mu na sercu. Nie chciał zranić tej drobnej kobiety, która i tak wystarczająco dużo już w swoim życiu wycierpiała. Odetchnął głęboko, ponownie. – Wiele lat temu był ktoś w moim życiu..
– Domyślam się, że nie byłeś przez te wszystkie lata.. – wtrąciła przerywając mu
– Nie rozumiesz, ja byłem to znaczy.., formalnie nadal jestem żonaty… – wyznał z ciężkim sercem, to co od dawna chciał jej już powiedzieć
– Że co proszę ???!!!!! – oburzyła się. Gdyby tylko wiedziała, o tym wcześniej, wyrzucała sobie. Nie pchałaby się wtedy w tą znajomość, przy najmniej nie w ten sposób, nadal byli by tylko przyjaciółmi.
– Wiem co sobie teraz myślisz.
– Nie wiesz, Ty nic nie wiesz i nie rozumiesz – chodziła zdenerwowana po pokoju. Poszedł do niej, złapał ją za ramiona i zmusił by na niego spojrzała.
– To, Ty nic nie rozumiesz. Wiele lat temu, moja żona Kakyu i ja mieliśmy poważny wypadek, przez wiele tygodni leżałem w szpitalu w śpiączce i lekarze walczyli o moje życie. Dzięki ich wytrwałości i determinacji jestem tu teraz z Tobą i kocham Cię całym sercem. Niestety, ona nie miała tyle szczęścia, jej mózg przestał funkcjonować, kiedy w klinice chcieli odłączyć ją od aparatury, jej rodzina zabrała ją do domu, nie pozwalając nikomu zbliżyć się do niej. Nie rozumieją, że ona z tego już nie wyjdzie, nie obudzi się i nie wstanie. To maszyny za nią oddychają. Jej matka zabierając ją i trzymając przy życiu, chce mnie ukarać za to co się stało, chociaż to nie ja prowadziłem wtedy samochód. Wychowywaliśmy się razem z Kakyu, nasze rodziny stwierdziły, że idealna z nas para, że w przyszłości pewnie się pobierzemy. Zrobiliśmy to, ale nigdy nie byliśmy zgodnym i udanym małżeństwem. Kiedyś prawo nie zezwalało na rozwód bez zgody obydwojga małżonków. Taiki, który jest prawnikiem, powiedział mi, że obecnie wszystko się zmieniło i mogę ubiegać się o rozwiązanie małżeństwa.
Usiadła z wrażenia nie wiedząc co powiedzieć, co myśleć i jak się zachować. Wiedziała, że mówi prawdę, widziała malujące się na jego twarzy emocje, czuła jego ból i cierpienie. Rozumiała, że pewnie uważał, że musi odpokutować za to, że nigdy nie kochał żony tak jak powinien.
– Więc po to byłeś na Kinmoku? – wypaliła bez zastanowienia.
– Tak byłem tam, by spotkać się z jej matką, powiedziałem jej o swoich zamiarach, myślałem, że zrozumie, że zaakceptuje moją decyzję..
– Ale tak się nie stało – dokończyła za niego.
– Nie, stwierdziła, że nie mam prawa zostawiać tak jej córki, że powinienem być jej mężem do końca swoich dni, bo ona nigdy nie zgodzi się na to by Kakyu odeszła w spokoju.

R10

Witajcie 🙂

Wybaczcie mi, że taki krótki rozdział, ale ostatnio nie mam nawet czasu sama dla siebie 😦

– To co dziś robimy? – zapytała sprzątając talerze ze stołu.
Zasępił się. Wiedział, że odwlekając nieuniknione nie zyska nic, a wręcz może wszystko stracić. Postanowił chwycić byka za rogi. „Raz kozie śmierć” – szepnął mu wewnętrzny głos.
– Usiądź, proszę – rzekł chwytając ją za dłoń. – Chciałbym z Tobą porozmawiać – wyznał.
– Jakoś nie zabrzmiało to zbyt optymistycznie – westchnęła zawiedziona. Od pewnego czasu bała się, że mogą paść takie słowa, a one nie wróżą nic dobrego. Przypomniała sobie sceny z kilku filmów, kiedy to bohater wypowiadający takie słowa chce zakończyć związek…, ale jak można zakończyć coś, co tak naprawdę jeszcze się nie zaczęło?
– To nie to co myślisz – uspokoił ją ze swoim szelmowskim uśmiechem na twarzy. Bez problemu odgadł co dziewczyna sobie pomyślała.
– Ale.. – znowu nie dane jej było dokończyć.
– Skąd wiedziałem? – przytaknęła głową – Myśli miałaś wypisane na twarzy – pstryknął ją w nos i pocałował jego czubek. Gładził jej dłoń – Chciałem powiedzieć coś innego – wyznał. Odwrócił głowę. Nie wiedział jak ma zacząć tę rozmowę. Myślał, że będzie to o wiele prostsze. – Wiesz ile dla mnie znaczysz.. – zaczął. – Niestety muszę wyjechać na kilka dni i będę raczej poza zasięgiem – przyjrzał się jej reakcji.

****

Stał pod drzwiami, nie wiedział co ma robić. Zapukać? Zadzwonić? Czy też otworzyć drzwi kluczem, który właśnie mocno ściskał w swojej kieszeni. Od dawna tu nie był. Kilkanaście lat temu popełnił błąd, za który przyszło mu teraz płacić. Najgorsze, że cenę za niego ponosił nie tylko on. Przełknął rosnącą gulę w gardle, a nie było to wcale takie łatwe. Co z tego, że od kilku lat nie utrzymywał bliższego kontaktu z mieszkającą tu osobą i nie był to już jego dom, ale jakoś do tej pory nie był w stanie przeciąć do końca łączących go więzów. Nie był na to gotowy, ale teraz już jest, dlatego musi to zrobić.
– Bezpieczniej będzie zapukać, niż samemu otworzyć – podszeptywała mu podświadomość.
Postanowił jej posłuchać, pomimo, że ton jej głosu, brzmiał zadziwiająco znajomo i kojąco, biorąc pod uwagę, że przypominał głos Tennoh. Zamknął oczy, o zgrozo, zapragnął jej towarzystwa, by była tu teraz przy nim i wspierała go. Otrząsnął się. Nie wiedział czemu w takim momencie pomyślał o tej wiedźmie, zamiast o swoim Króliczku. Uśmiechnął się na jej wspomnienie. Wyciągnął rękę przed siebie i wykonał najtrudniejszy krok w jego życiu.

****

Rozmowa i spotkanie wcale nie przebiegły tak gładko jak się spodziewał. Nie obyło się bez oskarżeń i pretensji, ale osiągnął swój cel. Odetchnął z ulgą. Już wkrótce będzie mógł wykonać kolejny krok. Owszem czuł żal i smutek z powodu swojej obecnej sytuacji, ale z drugiej strony sam był sobie winien. Żałował, że poznał Usagi tak późno, kiedy jego życie było już i tak wystarczająco skomplikowane, ale wniosła ona radość i słońce w jego szare życie. Swoim uśmiechem, pogodą ducha, humorem, zarażała cały świat i oczarowała go tym, przez co rozświetliła mu drogę wskazując kierunek i cel. Z uśmiechem na ustach wsiadł za kierownicę swojego czarnego wozu i odjechał.

****

Zastanawiała się, co teraz porabia Seiya, poza tym, że nie będzie go przez kilka dni, nie wiedziała nic więcej. Miała dziwne przeczucia, których nie potrafiła określić. Powodowało to, że nie potrafiła się skupić na żadnej wykonywanej przez siebie czynności. Miała wrażenie, że ręce się jej trzęsą, po czym, sama nie wiedziała w którym momencie wszystko nagle odpuściło. Ponownie mogła spokojnie oddychać, pełną piersią, a wewnętrzny spokój ogarnął ją i poczuła się lekko senna.
Ułożyła się na kanapie włączając ulubiony film i sama nie wiedziała kiedy oddała się w objęcia Morfeusza

R9

Kochane moje 🙂
To, że rozdziały nie pojawiają się z dużą częstotliwością nie znaczy, że o Was zapomniałam lub porzuciłam bloga, jeżeli będzie szykowała się jakaś dłuższa przerwa na pewno Was o tym powiadomię 🙂 Po prostu, dorosłe życie nie zawsze jest tak kolorowe jak byśmy tego chcieli i dopadają Nas różne sprawy dnia codziennego.
Tym czasem życzę miłego czytania i czekam na komcie 🙂

Wyciągnęła przed siebie rękę, zupełnie jakby kogoś lub czegoś szukała. Miejsce obok było puste, ale wciąż ciepłe. Otworzyła oczy. Zobaczyła charakterystyczne wgniecenie na poduszce. Odetchnęła z ulgą. Zorientowała się, że drzwi do sypialni są zamknięte, a z pokoju obok dobiegają odgłosy rozmowy. W pierwszej chwili nie poznała do kogo należy drugi głos, bo jeden był Seiyi. Przetarła oczy i wygładziła włosy. Dotknęła ręką lekko opuchniętej wargi. Przymknęła oczy. Przez jej głowę zaczęły przebiegać tysiące myśli i wspomnień.
Każdy pocałunek,
Każdy szept,
Każde wypowiedziane i nie wypowiedziane słowo,
Spojrzenie,
Dotyk,
Pieszczota ust i dłoni,
Przypomniała sobie jak poznawał jej wszystkie sekrety, miała wrażenie, że czytał wtedy w jej myślach…., nie przypominała sobie by wypowiadała je na głos, a jednak. Znalazły swoje odzwierciedlenie w Jego czynach.
Przeciągnęła się na łóżku. Miała ochotę wstać i pobiec by przywitać się z ukochanym. Jednak najpierw nałożyła na siebie koszulę oraz ciasno zawiązała szlafrok.

Cicho otworzyła drzwi. Na szczęście osoby w salonie były tak pochłonięte rozmową, że nie usłyszały tego. Cieszyła się, że jej przyjaciółka odnalazła wspólny język z jej wybrankiem. Stanęła w progu, oparła się o framugę, przypatrując się bliskim. Uśmiechnęła się.
– Co tak ładnie pachnie? – oboje drgnęli, zaczęli zastanawiać się ile z ich rozmowy blondynka usłyszała. Haruka doszła do wniosku, że niewiele.
– To tylko kawa – machnął ręką brunet. Uśmiechnął się na widok ukochanej. Tak pięknie wyglądała świeżo po przebudzeniu. „Ciekawe jak zareaguje na wieść, że będziesz musiał wyjechać na kilka dni?” – odezwał się głos w jego głowie. „Oj, tam cicho być” – odpowiedział sam sobie. Potrząsnął głową. – Zrobić Ci? – zwrócił się do topazowookiej.
– Poproszę – posłała mu czułe spojrzenie siadając. – A ty – wskazała na przyjaciółkę, gdy mężczyzna zniknął w korytarzu – Powiedz mi co Cię sprowadza – dokończyła.
– Kociątko… – granatowooki znowu jej przerwał. „Chyba w końcu nie wytrzymam i zabije go” pomyślała.
– Kochanie pójdę do sklepu i kupię coś dobrego na śniadanie – odparł biorąc klucze z wieszaka i zniknął, zanim którakolwiek z kobiet zdążyła zareagować.

Czuł, wiedział, że musi dać im czas by mogły spokojnie porozmawiać bez obecności osób trzecich. Owszem był ciekawy co się dzieje, ale nie chciał ingerować. Każdy miał prawo mieć swoje tajemnice. On też nie mówił Króliczkowi o wszystkim. Wiedział, że to nie było w porządku, nie tylko wobec niej, ale także samego siebie. Już dawno powinien był rozwiązać swoje sprawy, ale jakoś tak zawsze wychodziło, że nie miał na to czasu i głowy do tego. Westchnął. Wsiadł do auta i pojechał zrobić większe zakupy.

– Kociątko – zaczęła ponownie, wiedziała, że teraz nikt jej nie przerwie. Spojrzała na przyjaciółkę. – Chyba wiem jak mogę Ci pomóc – wypaliła prosto z mostu.
– O czym mówisz? – zapytała. Wystarczyło jedno spojrzenie, by dowiedzieć się do czego Tennoh zmierza, ale nie mogła jej na to pozwolić. Nie po to tamtego dnia zwierzyła jej się ze swoich problemów, by ta szukała rozwiązania, albo jej pomagała. Musiała sobie ulżyć. – Haruka… – wyszeptała – Wiem, co chcesz powiedzieć – przerwała gestem – Ja nie mogę – zaczęła nieśmiało.
– Możesz i musisz – weszła jej w słowo – Daj sobie pomóc, proszę – nalegała łapiąc złotowłosą za rękę. – Wiem, że sama tego wszystkiego nie rozwiążesz, musisz pozwolić sobie pomóc. – była nieustępliwa. – Nie pozwól by Mamoru wygrał – postawiła wszystko na jedną kartę. Sądząc po minie Tsukino, osiągnęła swój cel. Zauważyła, że wzburzyła się, co nie często jej się zdarzało.
– Jak śmiesz! – poderwała się – Nie mieszaj go do tego. To są tylko i wyłącznie moje sprawy – zaczęła chodzić po pokoju w te i z powrotem.
– Kiedyś, były to wasze wspólne sprawy – wytknęła jej.
– Ale teraz już nie są! – gwałtownie przerwała – Wybacz, nie chciałam podnosić głosu – wyznała skruszona.
– W przyjaźni nie musisz przepraszać – krótkowłosa odpowiedziała dyplomatycznie – Chcę Ci pomóc i nie przeszkodzisz mi w tym – odparła stanowczo.
– Dziękuję  – wyszeptała przez zaciśnięte gardło.

Gdy brunet wrócił do mieszkania, Haruka podniosła się z krzesła.
– Nie zostaniesz na śniadanie? – zdziwił się.
– Jeśli Ty zamierzasz gotować, to raczej odmówię sobie tej przyjemności – odcięła się. – Poza tym mam jeszcze kilka spraw do załatwienia z Michiru na mieście – wymigała się. Chciała dać tej dwójce trochę czasu, może to własnie dziś będzie dobry dzień na wyjaśnienie kilku rzeczy. Miała taka nadzieję. Chciała jak najlepiej dla swojej przyszywanej siostry. – Dbaj o nią – zwróciła się do chłopaka. W jego oczach dostrzegła, że zrozumiał przekaz.
– Obiecuję – rzekł z mocą.

R8

Obudził go dzwonek, ale nie był to sygnał ani telefonu jego, ani śpiącego obok Króliczka, tylko do drzwi. Myślał, że mu się przewidziało, już miał zamknąć oczy, ale tym razem usłyszał pukanie. Nakrył złotowłosą kołdrą, założył bokserki i spodnie. Zamknął drzwi sypialni i poszedł zobaczyć, kto ich tak nęka o takiej nie ludzkiej porze. Po drodze zerknął na wyświetlacz kuchenki, zegar wskazywał 9 rano. Przeczesał ręką włosy. Wyjrzał przez wizjer. No tak, mógł się tego spodziewać. Ziewając otworzył drzwi.
– Kociątko, długo jeszcze… – przerwała w pół zdania widząc, że to nie przyjaciółka stoi po drugiej stronie. Zamrugała. Ale nadal go widziała. Przetarła ręką oczy. Nie znikł. To nie była zjawa.
– Wejdziesz, czy mam tak marznąć – rzekł z przekąsem. Sam nie wiedział czemu, ale w jej towarzystwie pozwalał sobie na więcej. Ze wszystkich członków bandy ukochanej, tę kobietę lubił najbardziej…., najbardziej lubił ją drażnić i wytaczać pojedynki słowne.
– A kawy dostanę? – zapytała jak gdyby nigdy nic. Co prawda nie przywykła do widoku pół nagiego mężczyzny w domu złotowłosej, ale postanowiła, że nie da niczego po sobie poznać.
– Rozpuszczalna, czy plujka? – wstawił wodę. Wyjął z szafki dwa kubki i zaczynał nasypywać brązowy proszek.
– Parzoną poproszę – nie zniży się do poziomu używania tak prymitywnych słów w stosunku do sztuki jaką jest parzenie kawy. – Z cukrem – dodała
– Oczywiście – odparł. Napełnił kubki wrzątkiem i zaniósł do pokoju. Krótkowłosa poszła za nim. Zauważyła, że drzwi do pokoju niebieskookiej są zamknięte, jednak na kanapie w salonie nie zauważyła jakichkolwiek śladów, że ktoś na niej nocował.
– Spałeś z Usagi! – rzekła z wyrzutem zanim zdążyła ugryźć się w język. Obiecała sobie, że nie będzie się mieszać do sercowych spraw Tsukino, ale nie mogła się powstrzymać zwłaszcza po tym, gdy dowiedziała się jak ją ostatnio potraktował.
– Za dużo to my nie spaliśmy, jeśli wiesz co mam na myśli – mrugnął okiem – Ale to już raczej nie Twoja sprawa – postanowił ukrócić zapędy Haruki. Owszem, szanował ją, ale nie pozwoli wchodzić sobie na głowę.
– Wybacz Kou-san – była nieco skruszona – Ale wiedz, że jeśli jeszcze raz ją skrzywdzisz to… – nie dane jej było dokończyć.
– Tak wiem, potraktujesz mnie jednym ze swoich samochodów wyścigowych – roześmiał się.
– Na takiego jak Ty, to szkoda samochodu – mruknęła – Poza tym, nie zrobię tego Kociątku – spojrzała w bok. Objęła kubek i wzięła łyk gorącego napoju. – Bardzo dobra kawa – postanowiła zmienić temat na nieco lżejszy. Nie chciała się z nim kłócić. Owszem darzyła go dużo większą sympatią niż Mamoru, czy Diamanda, ale dobro przyjaciółki było na pierwszym miejscu.

– Powiesz mi co Cię sprowadza? – zagaił rozmowę. Zastanawiało go, co się takiego wydarzyło. Zauważył ostatnio, smutek i przygnębienie na twarzy Króliczka, może Tennoh odpowie mu na parę pytań.
– Nie muszę się przed Tobą tłumaczyć – wybuchła, zreflektowała się, nie powinna dawać niczego po sobie poznać, tak by nie domyślił się o problemach złotowłosej. – Po prostu, przyjechałam w odwiedziny do przyjaciółki – wybrnęła z sytuacji.
– Króliczek, nie mówiła, że spodziewa się gości – drążył. – Więc to raczej nie zapowiedziana wizyta…
– Ty też nie zawsze uprzedzasz o swoim przyjeździe z należytym wyprzedzeniem, czasem po prostu wpadasz bez zapowiedzi – broniła się
– Widzę, że dużo wiesz – przyjrzał się jej.
– Więcej niż Ci się wydaje – odparła tajemniczo. Nie uszło uwadze bruneta, że ponownie odwróciła wzrok i spojrzała za okno.
– Haruka-san… – zwrócił się do niej imieniem, gdyż miał nadzieję, że coś w ten sposób zyska – Powiedz i prawdę, też się o Nią martwię. – zlustrowała go wzrokiem. Wiedziała, że mówi szczerze, że dobro Usy też leży mu na sercu.
– Wybacz Seiya-kun – użyła mniej oficjalnej formy, by pokazać mu, że wbrew wszystkiemu darzy go szacunkiem i sympatią – To Kociątka musisz o to zapytać, ja nie mogę zawieść jej zaufania. Mam nadzieję, że to zrozumiesz – rozumiał. Wiedział, że przez błędy które popełnił, musi teraz zapłacić. Chciał by jakoś z tego wybrnąć, ale nie wiedział jak. Zanim porozmawia z Króliczkiem będzie musiał rozwiązać kilka spraw. Wiązało się to z podróżą do domu. Do Kinmoku. Westchnął.

Co by było…. – część 2

Tak, wiem, że dość długo, ale nareszcie jest 😀 Przepraszam, za niedociągnięcia, ale po raz pierwszy pisałam rozdział „na gorąco”, mam nadzieję, że wam się spodoba i nie obrażę się za komcie 😉 

Rozglądała się, nie wierząc w to co widzi. Nowe wspomnienia zaczęły napływać do niej falami. Te cudowne i beztroskie dni, gdy cieszyła się życiem. Bez zmartwień, kłopotów, bez tego całego zgiełku i przejmowaniem się losem Planety oraz całego Świata. Niespodziewanie łzy zaczęły napływać do jej oczu.
– Chyba nie masz zamiaru się znowu mazać – zabrzmiał żartobliwy głos Urana. Złotowłosa spojrzała w stronę przyjaciółek. Ich stroje również uległy przemianie. Nie były to już zwykłe ziemskie stroje, które jeszcze chwilę temu miały na sobie. Nie były to też mundurki wojowniczek, tylko suknie księżniczek Planet, a na czole każdej z nich jasno lśnił symbol odpowiedniego ciała niebieskiego. Mamoru też miał na sobie strój księcia, jego lśniąca zbroja i przypasany do boku miecz odbijały światło słoneczne.
– Nie będę płakać, jeśli masz to na myśli – odburknęła pociągając nosem równocześnie. Co jak co, ale nie pokaże Tennoh chwili swojej słabości, po raz kolejny. – Zastanawialiście się co by było, gdybyśmy nie odzyskali wspomnień? – wypaliła  znienacka. Nie było to pytanie skierowane do jakiejś konkretnej osoby, chociaż wzrok topoazookiej spoczął na tej co dzierżyła w ręku klucz. Tej co znała odpowiedzi na większość jeśli nie wszystkie pytania, chociaż nikomu nie mogła zdradzić tej wiedzy.
– Nie wiem Usagi-chan – zabrzmiał najmniej spodziewany głos, obrończyni ognistej ziemi. – Może nasze życie wyglądało by zupełnie inaczej – zastanawiała się na głos. Może odnalazła by w końcu miłość, tak jak Księżniczka. Ona wraz z pozostałymi Inner Senshi utraciły swoich ukochanych, którzy teraz spoczywali zamknięci w gablocie w mieszkaniu Chiby pod postacią zwykłych kamieni. Chociaż wszyscy próbowali swych mocy, a nawet Srebrnego Kryształu, nie udało im się odmienić Generałów i przywrócić ich do ludzkiej postaci.
– Życie bez tych bolesnych wspomnień, było by łatwiejsze – rzekła tajemniczo obrończyni Saturna – Ale czy pełniejsze? – pytanie zostało bez odpowiedzi.
– Nic nie dzieje się bez przyczyny – odparła strażniczka czasu. – Istnieje powód, dla którego stało się tak, a nie inaczej – dostrzegła pytające spojrzenie pozostałych i Księżniczki – Wybaczcie, nic więcej nie mogę powiedzieć – spuściła wzrok. Królowa Selenity, zabroniła jej kiedykolwiek o tym wspominać. Miała nadzieję, że jej córka i pozostałe strażniczki same dojdą do sedna sprawy. Jak narazie myliła się i żadna nie nauczyła się nic, na błędach przeszłości.
– Nie mam Ci tego za złe Setsuna-sama – wyznała Tsukino – Wiem, że moja matka, Wielka Królowa Selenity miała w tym swój plan – zaskoczyła wszystkich – Nie wiem tylko jaki? – zastanawiała się głośno.
– Sama musisz do tego dojść – zabrzmiał najmniej spodziewany głos. Żadna z Czarodziejek nie sądziła, że jeszcze kiedyś Go usłyszą, owszem, żywiły taką nadzieję, jednak nie liczyły na spełnienie tego marzenia.
Oczom zebranych ukazała się jasna poświata, z której wyłoniły się cztery postacie. Kobieta i trzech mężczyzn u jej boku.
Przybyła Władczyni Kinmoku, Księżniczka odległej Planety Pachnących Oliwek, wraz z Trzema Swoimi Najznamienitszymi Gwiazdami.
– Wejdźmy do środka – zaproponowała z uśmiechem złotowłosa, chcąc tym samym uniknąć zmieszania. Poza tym sama potrzebowała chwili czasu by ochłonąć od tych rewelacji.
Wchodząc do pałacu, kolejna fala wspomnień zaczęła napływać do zgromadzonych.
Gdy weszli do sali balowej, zabrzmiała muzyka i wszyscy zaczęli tańczyć w rytm jej taktów

R7

Obudziła się rano wtulona w jego ciepłe ramię. Zamrugała kilkakrotnie. Myślała, że śni. Uszczypnęła się delikatnie w ramię by się o tym przekonać. Nie, to nie był sen. Ostatnia noc była nie zapomniana. Rozmarzyła się myśląc o tym. Całowali się, przytulali i zasnęli spleceni mocno w swoich objęciach. Nie musiała spędzać z nim nocy w dosłownym znaczeniu tego słowa, by czuć się szczęśliwa i spełniona, wystarczyło jej to, że zasnęła i obudziła się w jego mocnych ramionach. Wdychała męski zapach i upajała się nim.
– Dzidzia, nie śpisz już? – przestraszyła się słysząc tembr jego głosu, drgnęła – Króliczku, nie bój się – uspakajał ją, gładząc jej odsłonięte ramię. – Czemu tak mnie obserwujesz? – zapytał z nienacka.
– Sprawdzam tylko, czy jesteś prawdziwy – rzekła sennie, po czym ponownie zapadła w sen. Kou również zamknął oczy i rozkoszował się tą chwilą.

Chodziła zdenerwowana po pokoju. Wiedziała, że nie rozwiążę miłosnych problemów Księżniczki…, uśmiechnęła się na wspomnienie dzieciństwa. Przypomniała sobie jak złotowłosa wymyśliła zabawę w czarodziejki. Każdej z przyjaciółek przypisała planetę i kazała się nią opiekować. One, zgodnym chórem okrzyknęły ją Księżniczką i władczynią Księżyca. Uśmiechnęła się na to wspomnienie. Tak to były beztroskie czasy, zanim przyszła rzeczywistość i dorastanie oraz szarość codziennego życia wraz ze swoimi wzlotami i upadkami. Nie mogła nic poradzić na życie miłosne Kociątka, nie to, że nie chciała, czy nie mogła, po prostu wiedziała, że nie może się w to wtrącać, ale wiedziała, że może postarać się rozwiązać jej inne problemy. Znając dumę i upór złotowłosej, zdawała sobie sprawę  z tego, że nie przyjmie pomocy wprost, trzeba będzie ją jakoś podejść. Miała nadzieję, że reszta paczki jej w tym jakoś pomoże, bez wprowadzania ich w szczegóły. Owszem miała zaufanie do pozostałych, ale nie chciała zdradzić tego, co Usagi powiedziała jej w sekrecie, gdy płakała na jej ramieniu pamiętnej nocy.
Postanowiła niezwłocznie wprowadzić swój plan w życie.

Siedziała w pracy, był to jeden z tych dni, kiedy musiała sobie umiejętnie rozłożyć zadania do zrealizowania, by zdążyć na czas jednocześnie nie śpiesząc się za bardzo. Zastanawiała się co będzie robić wieczorem, jak wróci z pracy. Owszem, ostatni weekend spędziła w towarzystwie Seiyi, który zabrał ją na bilard. Uśmiechnęła się. Przypomniała sobie jak miała kilka całkiem dobrych uderzeń, czym zszokowała bruneta, bo myślał, że nigdy nie trzymała kija w ręku. Wróciła do rzeczywistości. Od tamtej pory go nie widziała, choć rozmawiała z nim kilkakrotnie. Chciała się do niego przytulić. Postanowiła pójść za ciosem i napisała do niego „Do której dziś pracujesz?”, brzmiała treść SMSa. Oddzwonił. Umówili się na wieczór. Spotkali się w połowie drogi między jej miejscem pracy, a domem. Otworzył jej drzwi samochodu, zamknął, zajął swoje miejsce i ruszyli. Postanowili zjeść pizzę na obiad, a raczej kolację. Obejrzeli wspólnie film.

Tak mijały kolejne dni. Powili i nieśpiesznie. Tsukino postanowiła cieszyć się życiem i czerpać radość z każdej, nawet najmniejszej chwili, bez zbytniego martwienia się.
Jej problemy również zaczynały maleć. Sama nie wiedziała, czy jest to spowodowane jej nastawieniem, czy też jakąś inną siłą. Nie rozwodziła się za długo nad tym. Ostatnio Makoto powiedziała jej, że za bardzo wszystko analizuje i stara się na wszystko znaleźć wytłumaczenie. W głębi ducha zgadzała się z szatynką, ale nie przyznawała się do tego głośno.

–  Cześć! Nie śpisz już? – zabrzmiał głos w słuchawce.
– Już od pewnego czasu jestem na nogach i krzątam się po domu – odparła – Zaraz zamierzam się ubrać – dodała.
– Nie ubieraj się! – zagrzmiał głos – Zostań tak jak stoisz, kładź się do łóżka i czekaj na mnie – po czym rozmówca się rozłączył.
Zastanawiała się co robić. Usłuchać prośby, czy też jednak zamknąć się na chwilę w łazience. Zdecydowała się zrobić, to, co zamierzała, jednak staranniej dobierała części garderoby. Zadzwonił dzwonek. Otworzyła i wpuściła gościa do środka. Brunet, natychmiast porwał ją w ramiona i przywarł rozgrzanymi wargami do jej ust. Całował zachłannie i namiętnie.
– Jednak mnie nie posłuchałaś – rzekł z wyrzutem i rozczarowaniem w głosie.
– Możesz mi pomóc się tego pozbyć – odpowiedziała zalotnie i prowokująco zarazem. Przełknął głośno ślinę. Nie mógł się nasycić jej widokiem, takiej roześmianej, śmiałej i niewinnej zarazem.
– Poczekam na swoją kolej – odparł tajemniczo. Usiadł w salonie. Nalał im świeżego soku. Dostrzegła wyraz zmęczenia na jego twarzy. Domyślała się, że ma za sobą nieprzespaną noc. Chciała go wygonić do łóżka, położyć się obok, ale wiedziała, że raczej nie zaznał by snu. Wyszła z domu pod pretekstem zrobienia zakupów na obiad. Jak wróciła, zastała go pogrążonego w głębokim śnie. Nie skorzystała z pokusy położenia się obok i wtulenia w jego mocne, opiekuńcze ramię. Zabrała się za gotowanie. Wiedziała, że mięso będzie potrzebowało trochę czasu na ugotowanie się. Gdy proces powoli dobiegał końca. Położyła się obok Kou. Tak jak przypuszczała, przebudził się. Przytulił ją mocno i przygarnął do siebie. Spragnionymi ustami poszukał jej warg. Całował ją delikatnie, a jednak zachłannie. Tak, jakby świat miał się za chwile skończyć. Jego dłonie wędrowały po niezbadanym terenie.
– Kocham Cię – wyznał z trudem. Nie lubił mówić o uczuciach. Wolał je pokazywać, ale widząc rozmarzoną twarz ukochanej, poszedł za ciosem.
– Ja Ciebie też – usłyszał. Wielki, bananowy uśmiech zagościł na jego twarzy, od ucha do ucha. Przytulił ją jeszcze mocniej i skubnął wargami jej usta.

R6

Tym razem postanowiłam zostawić Wam pewien niedosyt, mam nadzieję, że nie będziecie złe 😉

– Seiya, Króliczku – wypowiedzieli równocześnie, po czym oboje się roześmiali – Ty pierwszy, pierwsza – znowu, to samo. Śmiech rozbrzmiewał w salonie złotowłosej. Brunet pokazał gestem by to ona zaczęła i kontynuowała.
– Seiya, posłuchaj – zaczęła nieśmiało. Wiedział, jaki temat chciała poruszyć jeszcze zanim cokolwiek powiedziała. Przerwał jej gestem.
– Wiem, co chcesz powiedzieć – uprzedził ją. – Zachowałem się jak głupek – oznajmił, czym wprawił ją w osłupienie – Nie musisz się tak dziwić. To ja nabroiłem – kontynuował – Nie powinienem tak wtedy wychodzić i pisać później tylko SMSa, powinienem był zadzwonić, ale nie miałem odwagi z Tobą porozmawiać, zresztą, nie wiedziałem, czy będziesz tego chciała – spuścił głowę.
– Ja Cię nie obwiniam – rzekła słabym i cichym głosem – Nie tylko Ty jesteś winny całej sytuacji. Poza tym, ja niczego nie żałuję – oznajmiła, czym jeszcze bardziej zadziwiła mężczyznę – Tamtego dnia… – nie wiedziała, jak wyrazić słowami, to co znajdowało się na dnie jej duszy – Ja, poczułam coś – odwróciła wzrok.
– Maleńka – wyszeptał z czułością – Ja tak, samo – chwycił ją za ręce i delikatnie gładził dłonie, zmuszając ją tym by spojrzała mu w oczy. Wyczytała z nich wszystko. Słowa były zbędne. – Przestraszyłem się tego – wyznał zgodnie z prawdą – Uwierz mi chciałem wybiec do Ciebie, przytulić, powiedzieć, jaki jestem szczęśliwy, bo mnie zechciałaś i w końcu zobaczyłaś nie tylko przyjaciela – mówił żarliwie. Jego oczy, błyszczące granaty, lśniły teraz tak jak nigdy, no może poza tamtą chwilą, gdy byli razem. Wiedziała, że to szczera prawda. Nie chciała więcej słuchać. „Raz kozie śmierć” – pomyślała, po czym zamknęła mu usta pocałunkiem. Na początku, takim gwałtownym, jakby chciała zmiażdżyć mu wargi, gdy poczuła, że budzi się w nim czułość i namiętność, zaczęła delikatnie pieścić swoimi wargami, jego. Oddawał pocałunki. Powoli ich języki, połączyły się w miłosnym tangu. Pieszczota, stawał się coraz bardziej odważna. Całowali się, aż obojgu zabrakło tchu. Ich pocałunek wyrażał, wzajemny szacunek, sympatię, tęsknotę oraz głęboko skrywane myśli. Przysunął się do niej, zupełnie jakby ciągnął Go do Niej jakiś niewidzialny magnes, siła, która nie pozwalała mu być daleko. Posadził ją sobie na kolanach. Całował, gładził po plecach, długich i jedwabistych włosach. Dotykał twarzy, jakby chciał zapamiętać jej obraz. Nie była mu dłużna. Jej dłonie wykonywały podobne ruchy. Wplotła mu palce w długie włosy. Trwali tak nieskończenie długie minuty. Z chwili robiły minuty, z minut godziny, z godziny wieczność.
– Tęskniłem za Tobą – wyszeptał w jej wargi.